Pomerania 12/2010

II. Uroczystość w Pelplinie (fotoreportaż Beaty Sulickiej i Michała Kossa)
III. Promocja „Pana Tadeusza” (fotoreportaż Edmunda Kamińskiego)
IV. Życzenia Akademii Kształcenia Zawodowego

2. Od redaktora
Przed nami święta Bożego Narodzenia. Gòdë – jak je nazywamy na Kaszubach. Dni oczekiwane, radosne, rodzinne, zwrócone ku tradycji, chociaż już nie w takim stopniu jak drzewiej bywało. Wystarczy sięgnąć do wspomnień osób pamiętających tamte, wcale nie tak odległe czasy, żeby przekonać się, jak bogate w zwyczaje i obrzędy były okresy bożonarodzeniowy i poprzedzający go adwent.
Na szczęście nie wszystko stracone. Święta wciąż mają swój niepowtarzalny charakter, nastrój i bogaty rytuał, chociaż bardziej niż kiedyś ujednolicony. Powoli jednak wracają niektóre dawne tradycje, jak choćby kolędnicy-przebierańcy odwiedzający wieczorami domostwa – popularna ongiś gwiôzdka (pisze o niej Andrzej Busler, przypominając stare zwëczi). Gòdë to wspaniała okazja, żeby zadbać nie tylko o to, aby miały radosny charakter, służyły pojednaniu i zgodzie, ale i utrwalały naszą regionalną tożsamość.
Edmund Szczesiak

3. Listy

5. Komunikaty
Konkurs „Bë nie zabëc mówë Starków”
10 grudnia w Strzelnie odbędzie się finał XIX edycji konkursu „Bë nie zabëc mòwë starków” imienia Jana Drzeżdżona, organizowany przez Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy, Ośrodek Kultury, Sportu i Turystyki Gminy Puck i Starostwo Powiatowe w Pucku. Jego celem jest zachęcenie dzieci i młodzieży do używania i uczenia się mowy swych przodków – języka kaszubskiego – w szczególności poprzez dzieła literackie patrona konkursu Jana Drzeżdżona oraz Jana Patocka, który urodził się i wychował w Strzelnie.
Zawodnicy będą rywalizować w pięciu kategoriach wiekowych i prezentować dwa fragmenty w języku kaszubskim (proza lub poezja) oraz wypowiedź własną przygotowaną na wybrany temat. Całość wystąpienia nie może przekroczyć sześciu minut.
W 40. Rocznicę Grudnia 70
Stowarzyszenie Promocji Artystów Wybrzeża ERA ART zaprasza do lokalu artystycznego Tygiel w Gdyni, ul. Abrahama 86 (wejście od ul. Władysława IV) na wystawę.
Ekspozycja przypomina tragiczne wydarzenia z 1970 r., a tworzą ją fotografie wykonane w Gdyni w czasie realizacji filmu „Czarny czwartek” oraz współczesne prace z malarstwa, grafiki i tkaniny unikatowej. Ich autorzy to znakomici artyści i fotograficy: Anna Kaczor, Daria Sołtan-Krzyżyńska, Wojciech Kostiuk, Andrzej Gojke i Robert Jop.
Wystawę można oglądać do 31 grudnia br. Wstęp wolny.
Antologiô kaszëbsczi pòezji”*
W 2010 roku doczekamy się ważnego dla współczesnej literatury kaszubskiej wydarzenia, jakim będzie wydanie nowej antologii „Skrë ùsôdzkòwi mòcë. Antologiô kaszëbsczi pòezji”. Zbiór ten ułożony przez Grzegorza J. Schramkego i wydany przez Wydawnictwo Region z Gdyni, zawiera utwory wydane drukiem i napisane po kaszubsku w latach 1991-2008, jest to zatem swoista kontynuacja wydanego w 2004 roku zbiorowego tomu poetyckiego „Dzëci gãsy”, który doprowadzał prezentację liryków do tych powstałych u schyłku XX wieku. Nowa antologia tym się jednak różni od wcześniejszej, że dokonuje prezentacji szerszej grupy literatów (41 autorów), których utwory oryginalne oraz tłumaczenia na język kaszubski składają się na łączną liczbę 250 utworów zamieszczonych w wydawnictwie.
*Fragment artykułu Daniela Kalinowskiego „Rozniecony ogień. Najnowsza liryka kaszubska”, który zamieścimy w następnym numerze „Pomeranii” (Red.).

6. Postać miesiąca. Profesor samorządności
„Bóg wam zapłać za wszystko” – tak swoje ostatnie wystąpienie w roli przewodniczącego Sejmiku Województwa Pomorskiego zakończył profesor Brunon Synak.
Sejmik istnieje od 1998 roku. Od początku był z nim związany prof. Synak. W pierwszej kadencji pełnił funkcję wiceprzewodniczącego, w dwóch kolejnych przewodniczącego. W ostatnich wyborach samorządowych nie startował z powodów zdrowotnych.
Na uroczystą sesję (8 listopada br.), ostatnią prowadzoną przez wieloletniego przewodniczącego przybył premier Donald Tusk. Zdarzyło się po raz pierwszy, że prezes Rady Ministrów uczestniczył w obradach Sejmiku.
– Obecność premiera traktuję jako wyraz poparcia dla idei samorządności – stwierdził witając gości prof. Synak.

7. Z drugiej ręki
Wysłuchane
Pierwsza była Głodnica. Radio Gdańsk: Na bôtach ë w bòrach, 14.11.2010
Szkoła na Głodnicy to miejsce czarowne i osobliwe. Jej uczniowie, których nie ma za wielu, uczą się tu w kameralnych warunkach.
Jak powstała ta placówka, z czym się borykała, opowiedział Tatianie Kuśmierskiej Witold Bobrowski.
– Szkoła na Głodnicy, pierwsza z nauką języka kaszubskiego, powstała w 1991 r. Była zarazem pierwszą szkołą samorządowa, podlegała bowiem gminie Linia. A wówczas jeszcze szkoły prowadziło kuratorium. To, że uczyliśmy tu kaszubskiego, sprawiało wiele kłopotów. Nowy przedmiot, w innych szkołach go nie było, do 1989 r. kaszubskiego oficjalnie nie uważano za język. Było ciężko, bo najwolniej zmienia się administracja i jej przyzwyczajenia.
Myśmy od 1991 roku wysyłali do GUS informacje, że na Głodnicy uczymy języka kaszubskiego. A dopiero w 1996 roku w danych statystycznych pojawiła się pierwsza o tym wzmianka. Później szkoła na Głodnicy została zamknięta, z różnych powodów – pozamerytorycznych.

Przeczytane
Zdania podzielone. „Dziennik Bałtycki”, 30.10 – 1.11.2010
Nad Jeziorem Żarnowieckim, gdzie najprawdopodobniej powstanie pierwsza polska elektrownia jądrowa, zdania na temat tej lokalizacji są podzielone.
– Ale w ostatnich latach przybywa zwolenników inwestycji – przyznaje Jarosław Białk, wicewójt gminy Krokowa, na terenie której leży Żarnowiec.
Więcej zwolenników reaktora jest w tych miejscowościach gminy Krokowa i całego powiatu puckiego, które nie żyją z turystyki. Tu ludzie mają nadzieję na powstanie nowych miejsc prac i rozwój infrastruktury wiejskiej. Nieco inaczej jest nad morzem.

Złowione w sieci
Kaszuby modne w Kamerunie, www.koscierzyna.naszemiasto.pl
Kaszubskie piosenki nieźle rozbawiły afrykańskie przedszkolaki. Natomiast możliwość założenia regionalnych strojów była dla nich motywacją do tego, by grzecznie zachowywać się podczas zajęć.
Agnieszka Poniedzielińska, czyli kościerska Martyna Wojciechowska, która trafiła do Kamerunu, gdzie uczy dzieci języka angielskiego, świetnie radzi sobie na odległym kontynencie. Choć trzeba przyznać, że nie brakuje też gorszych momentów. Kościerska podróżniczka niedawno przeszła malarię.
Agnieszka podczas pobytu w Afryce nieustannie promuje kulturę kaszubską.
– Dzieci zapoznały się z naszą muzyką, strojami. Najbardziej jednak zachwyciły je zdjęcia kuligu – mówi podróżniczka. – W połowie listopada do przedszkola Bluebell w Kościerzynie przyjadą stroje kameruńskie, które uszyły dla mnie wychowanki kameruńskiej szkoły tkackiej. Dzięki temu kościerskie przedszkolaki również poznają odległą kulturę.

8. Wydarzenia
Wielka Nowenna zakończona
Pomysł przyszedł nagle i zupełnie nieoczekiwanie, „spadł jak grom z jasnego nieba”.
Gdyby wówczas był czas na analizowanie tego przedsięwzięcia, czy uda się je przeprowadzić, czy nie?, pewnie nigdy by nie doszło do jego realizacji. Teraz już wiem, że Bóg wspierał to dzieło i że możemy w spokoju oczekiwać na jego owoce.
O jakim dziele tu mowa? Otóż przez dziewięć lat na całych Kaszubach odprawiana była Wielka Nowenna Błagalna o rychłą beatyfikację Sługi Bożego Biskupa Konstantyna Dominika. Została ona zapoczątkowana 10 marca 2002 r. w Gdyni Wielkim Kacku, po mszy św. odprawionej w sześćdziesiątą rocznicę śmierci tego Sługi Bożego. Jej założeniem było odprawienie każdego roku, od marca do listopada, w nieprzerwanym cyklu po dziewięć mszy św.
Po ogłoszeniu w Gdyni tego niezwykłego zamiaru natychmiast zaczęły zgłaszać się poszczególne oddziały Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z chęcią kontynuowania tej Nowenny w swoich miejscowościach. Najbardziej aktywne w tym dziele były oddziały ZKP z Gdyni, Pucka, Żukowa, Redy, Wierzchucina, Kartuz i Dębogórza. W połowie Nowenny dołączyły oddziały z Gdańska i Kolbud, i pozostały wiernie do końca, inne oddziały włączały się rzadziej. Ogółem w ramach tej Nowenny zostało odprawionych 112 mszy św. W jej organizację włączyło się 26 oddziałów, Zarząd Główny ZKP oraz Kaszubski Zespół Parlamentarny.

Królewiónka w pałacu, a mëstrë… w Kòscërznie
6. smùtana w Bëtowie miało môl IX Kaszëbsczé Diktando „Królewionka w pałacu”. Latos òrganizatorë wëbrałë tekstë Jana Karnowsczégò, bò déruje jesz rok J. Karnowsczégò. Tekstë przërichtowelë prof. dr hab. Jerzi Treder i dr Justina Pòmiérskô. Diktando pisało tegò rokù 221 ledzy w piãc karnach: szkòłë spòdleczné, gimnazja, szkòłë wëżigimnazjalné, dozdrzałi i warkòwi. Kòmisjô òbsãdzécelów skłôda sã ze szkólnëch jãzëka kaszëbsczégò z całich bez mała Kaszëb.
Latosé Diktando zbiegło sã w czasù z promocëją „Póna Tadeùsza” w jãzëkù kaszëbsczim. Dlôte na diktandze òbecny bëlë też aktorzë, chtërny tã ksążkã promują, to znaczi Danuta Stenka i Macéj Miecznikòwsczi. Bëła téż mòżlëwòta zakùpic kalãdôrz z ilustracëjama do ti ksążczi, zdzejanyma przez Jarosława Wróbla.

Pan Tadeusz przemówił po kaszubsku
5 listopada br. w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie odbyła się uroczysta promocja tłumaczenia epopei „Pan Tadeusz” na język kaszubski.
Sale Pałacu Przebendowskich od lat nie odwiedziła tak spora liczba gości. W historii MPiMK-P w Wejherowie odbywały się imprezy kulturalne, podczas których publiczność nie mieściła się w głównej sali. Nigdy jednak nie zdarzyło się, aby goście zasiedli aż w czterech salach!
Promocję otworzył występ muzyczny Aleksandry Kucharskiej-Szefler, Tomasza Fopkego przy akompaniamencie Witosławy Frankowskiej. W dalszej części gości powitali dyrektor MPiMK-P Radosław Kamiński oraz Tomasz Żuroch-Piechowski. Organizatorzy przygotowali specjalną atrakcję. Był nią występ aktorki Danuty Stenki i muzyka Macieja Miecznikowskiego, którzy przedstawili trzy fragmenty „Pana Tadeusza” w języku kaszubskim. Po prezentacji pierwszego z nich przyszedł czas na główną część promocji – rozmowy Tomasza Żurocha-Piechowskiego z wydawnictwa Maszoperia Literacka z tłumaczem przekładu Stanisławem Jankem oraz autorem korekty językowej prof. dr. hab. Jerzym Trederem.

11. Andrzej Busler. Od adwentu do Bożego Narodzenia
Grudzień to w znacznej części czas oczekiwania na narodziny Chrystusa. Adwent, a także następujące po nim święta Bożego Narodzenia, obfitują w różnego rodzaju obrzędy.
Adwent to słowo pochodzące z łaciny, oznaczające nadejście. Podobnie jak w innych częściach Polski, również na Kaszubach, jest czasem modlitwy i oczekiwania na przyjście Syna Bożego. Obserwując w tym czasie przyrodę można odnieść wrażenie, że nie tylko człowiek przygotowuje się na Boże Narodzenie. Późna jesień i początek zimy to okres, kiedy przyroda odpoczywa. Dlatego też nie powinno się wówczas pracować na roli. Powiada się: „w adwence zemia je chorô i gbúr nie darwò ji rëszac ani w ni robic”. Złamanie tego zakazu może spowodować, że ziemia będzie w następnych latach chorować i nie da obfitego plonu.
Dawniej nie wykonywano w tym okresie w gospodarstwach domowych także innych prac, np. przędzenia lnu czy też darcia pierza. Adwentowy czas oczekiwania to również unikanie rozrywek („w adwence skrzëpki są zamkłé”). Nie zawierano także małżeństw. Niektóre starsze osoby w adwentowe środy, piątki i soboty poszczą, gdyż dawniej był to czas pokuty. Dziś bardziej się podkreśla radość wynikającą z oczekiwania przyjścia Jezusa.

13. Grëgór J. Schramke. Dwa tësące kilometrów ód Kaszëb
Wnym stôwô sã cëszi, czejbë swiat zastëdnął w żdanim abò zadzëwienim. Głëchną zwãczi, nawetka autół, sómny, zabłąkóny w nocë, zdôwô sã cëszi jak wiedno jachac, jakbë sã narôz zaczął sromac, że za głosno warczi jegò mòtór. Cuszô sã robi czarzewnô, jaż jã czëc bez skórã. Ë czejbë za sprawą jaczi mòcë, człowiek narôz sã òbrôcô do òkna ë wzérô na swiat, rozwidniony le lampama szasëjów, òbaczëc co je lós. Zdrok zatrzimiwô sã na biôłim pichù, co cëszinkò, letëchno lecy z nieba. Sniég. Padô sniég. Òdzdrzadlenié liców w ruce zaczino sã ùsmiewac: „Hm, wierã bãdą biôłé, snôżé Gòdë”…
Jo, pòwspòminac jak to bëło czedës, w Stôrim Kraju, je fejn. No ë pòsnic, bò doch tu, , wzdichnienié ò sniég na Swiãta mòże ju zarechòwac w kategòriã snieniów. Jesz z tim gòrzi je w Anielëji. Dlô nich tam sniég to ju pò prôwdze je wëdarzenim wôrt òbgôdaniô w wieczórny klëce ë to jakno przédné wiadło dnia (co sã pòreszce dzeje)! Jo, prôwda, łoni sniegù dosc tëli napadało w całi Wiôldżi Brëtaniji, a dzéń przed Wilëją to w Edinbùrgù nawetka béł jiwer z dojachanim do robòtë ë jem żdôł na przëstónkù na autobùs wnetk gòdzënã, chòc normalno mój przëjéżdżô co 4-5 minutów! Dejade łońskô zëma bëła nadzwëkòwô, nôcãższô na Òstrowach òd 30 lat. Ni ma co znôw na cos taczégò rechòwac…

17. Zbigniew Szablewski. Prawdziwe perły
Kolędy kaszubskie stanowią pokaźną część pomorskiej twórczości literacko-muzycznej. Składa się na nią zarówno muzyka ludowa, jak i autorska twórczość regionalna. O ile trudno dziś znacząco powiększyć zbiór należący do sztuki ludowej, o tyle dorobek autorów regionalnych stale rośnie. Najpełniejszy obraz kolęd i pastorałek kaszubskich zawdzięczamy wydanemu jeszcze w 1982 r. przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie śpiewnikowi „Kaszëbsczié kolędë ë godowé spiéwë”, w którym wykorzystano głównie zbiory Władysława Kirsteina. Pomijając pewne niedostatki tego wydawnictwa, na które zwraca uwagę autor wstępu do antologii Józef Borzyszkowski, jest to cenne źródło tekstów poetyckich, a przede wszystkim wartościowej artystycznie muzyki. Nie dziwi zatem, że w swoim czasie doczekała się ta twórczość pewnej liczby opracowań wielogłosowych, w tym nawet wokalno-instrumentalnych.
Kolędy kaszubskie. Kolekcja zespołu wokalnego Ars Antiqua

20. Zjazd ZKP. Wyznaczmy spójne cele. Z Arturem Jabłońskim rozmawia Andrzej Busler
Artur Jabłoński był prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach 2004-10. W ponad półwiecznej historii tej organizacji to najmłodszy prezes. Ponieważ statut ZKP pozwala na pełnienie funkcji kierowniczych jedynie przez dwie kadencje, XVIII Zjazd Delegatów, który będzie obradować w Gdańsku 3 i 4 grudnia br., wybierze innego prezesa. Poprosiliśmy Artura Jabłońskiego o podsumowanie sześciu lat kierowania przez niego ZKP.
– Panie Prezesie, które z dokonań Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach 2004-10 uważa Pan za najważniejsze?
– Niech kolejne pokolenia działaczy ZKP ocenią, które dokonania lat 2004-10 były najważniejsze dla naszej organizacji. Ja mogę jedynie powiedzieć, które z nich były ważne z punktu widzenia przyjętej strategii działania dwóch kolejnych Zarządów, którymi kierowałem. Tę strategię wyznaczał dokument, nad którym pracowaliśmy od marca 2005 r., a w którym Zrzeszenie zobowiązało się do zintensyfikowania działań w celu ochrony i rozwoju języka oraz kultury Kaszubów. Nigdy nie ukrywałem swojego kaszubocentryzmu i mam satysfakcję z tego, że w gruncie rzeczy moje sześć lat na czele ZKP, to było konsekwentne precyzowanie celów poszczególnych polityk: językowej, edukacyjnej, historycznej, kulturalnej, czy medialnej, niezbędnych dziś Kaszubom do artykułowania swoich potrzeb. Czy zaniedbałem przez to inne pomorskie kultury? A może dałem im bodziec do działania? W przypadku Kociewiaków z pewnością był to bodziec, pewnie sami to potwierdzą, bowiem ich projekty i organizacyjna siła oddziałów kociewskich ZKP kazały nam z respektem patrzeć na wszystkie te poczynania.

Korzystny bilans

23. Kazimierz Ostrowski. Pisarz na dziś i na jutro
Według tradycji rodzinnej oraz nielicznych wspomnień Jan Karnowski był nietęgim mówcą, mimo to zapraszano go chętnie do wygłoszenia wykładów, gdyż nikt inny nie potrafił tak jasno przedstawić referowanych zagadnień.
Wiele jego wystąpień publicznych i artykułów należy do kanonu myśli regionalnej kaszubsko-pomorskiej, lecz któż dziś do nich sięga? Kto wie, gdzie ma ich szukać? Referat pt. „Refleksje nad ideologią pomorską” zakończył Karnowski następującym wnioskiem: „Posiadamy zatem wszelkie dane ku tworzeniu wielkiej kultury. Nie wystarcza nabycie ogólnopolskiej wiedzy, lecz mamy święty obowiązek wchłonąć w siebie jako duchową własność to, co zostawiły nam przeszłe pokolenia, wyczuć myśl przewodnią naszych dziejów i dorzucić własny dorobek do kultury polskiej. Jedynie wtenczas przestaniemy być helotami i słusznie nosić będziemy imię Pomorzan”.
Idąc za tym wskazaniem, winniśmy także wchłonąć to, co nam zostawił sam Karnowski, jeden z największych Kaszubów XX wieku. Dlatego potrzebą pierwszego rzędu jest wydanie wyboru jego pism publicystycznych, co, jak pamiętam, już przed laty było zamiarem prof. Józefa Borzyszkowskiego. Tak samo pilnie konieczna jest nowa edycja „Mojej drogi kaszubskiej”, która ukazała się w 1981 roku (w opracowaniu tegoż, jako I tom Pism JK) i jest dziś nieosiągalna, a tak wiele przecież współczesne pokolenie mogłoby z tej lektury się nauczyć.

24. Andrzej Busler. Pomiędzy Kaszubami a Warszawą
Damroka Kwidzińska oprócz twórczości solowej znana jest ze współpracy z wieloma muzykami, w tym z Olem Walickim oraz z zespołami Chëcz i Wãdzëbôki.
Umówienie się z nią nie jest proste. Damroka od kilku lat mieszka w Warszawie. Na szczęście dość często odwiedza swoje rodzinne Kaszuby. Spotykamy się w Radiu Gdańsk. Tego dnia przywiozła kolejne utwory promujące projekt „Kaszëbë joł”. Od pewnego czasu single można usłyszeć w Radiu Gdańsk i Radiu Kaszëbë.
Wnętrza budynku Radia Gdańsk, w którym rozmawiamy, to jej dawne miejsce pracy. Przez kilka lat była dziennikarką tej rozgłośni tworząc kaszubskie audycje. Pracowała również w Radiu Kaszëbë. Jednak najbardziej jest znana jako muzyk. Uczestnicząc w różnych projektach muzycznych występowała w wielu miejscach Kaszub, a także poza nimi m.in. w Warszawie, Łodzi i Wilnie.
Od najmłodszych lat interesowała się muzyką, w szóstej klasie szkoły podstawowej zaczęła edukację w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia. w Kartuzach, wtedy też założyła swój pierwszy zespół rockowy w Centrum Kultury Kaszubski Dwór w Kartuzach. Po jakimś czasie rozpoczęła koncerty, uczestniczyła w różnych projektach. Jak wspomina, największy wpływ na jej „muzyczną drogę” miał nauczyciel gitary Jarosław Regliński. To on kształtował charakter, podrzucał odpowiednie nagrania szlifujące osobowość muzyczną, był mentorem, idolem i przyjacielem.

26. Maria Pająkowska-Kensik. Jest nadzieja
To był świetny pomysł, by ogłosić Rok Kongresowy. Już się powtarzam, ale tak jest. Ile regionalnych spraw, problemów, sukcesów można ujawnić, określić, przedyskutować w trzech spotkaniach na szczycie (w maju w Tczewie, w lipcu w Starogardzie Gdańskim i w październiku w Świeciu n. Wisłą)? Niby dużo. W końcu wszyscy działają na swoim polu, trzeba się jednak spotykać, rozmawiać. Nieraz zastanawiam się, czy starogardzcy regionaliści zawitaliby na południe regionu, gdyby nie kongresy?
Myślę, że nie tylko ja poznałam wielu wspaniałych i oddanych sprawie ludzi. Większość tych szerzej znanych działa od lat, natomiast świeżą nadzieję budzą młodzi. Mają zapał i swoje wizje regionalizmu. Podczas tego roku miałam przyjemność obserwować zaangażowanie Patrycji Hamerskiej, Doroty Piechowskiej i Małgorzaty Pozorskiej. Kojarzę je ze Starogardem Gdańskim. W Tczewie widoczne są działania młodych historyków (chyba ze „szkoły gdańskiej”) – Michała Kargula i Krzysztofa Kordy. Są też młodzi na południu. Tu głównie nauczycielki: Hanna Czarnecka-Kobus, Joanna Biniecka, Sylwia Kuklińska i Anna Łucarz. Wszystkie z powodzeniem realizują założenia „szkoły bydgoskiej”, nad którą od lat czuwam.

27. Monika Banaszak. Sposób na obecność
Efekty są oszałamiające: nie tylko satysfakcja autorów i ich opiekunów, ale też liczne nagrody i wyróżnienia, pamiątkowe medale i dyplomy.
Właśnie w ostatnich dniach października uczestnicy warsztatów – na specjalne zaproszenie Oddziału Kociewskiego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego – brali udział w Nadwiślańskich Spotkaniach Regionalnych, zorganizowanych w Tczewie już po raz czwarty. W ramach projektu „Jan Karnowski na kociewsko-kaszubską nutę” orkiestra, działająca w obrębie Warsztatów Terapii Zajęciowej, przedstawiła wyjątkową aranżację wierszy Jana Karnowskiego. Oddział Kociewski ZKP nagrodził jej występ dyplomem za upowszechnianie dziedzictwa kulturowego Kociewia i Kaszub.
Choć działają już 17 lat, dopiero od 2003 roku mają swój własny kąt, piętrowy dom przy ul. Wigury w Tczewie. Budynek jest okazały, ale mimo to, już wydaje się zbyt ciasny. Przeróżne prace plastyczne wypełniają go po brzegi. Na ścianach wiszą przepiękne, barwne gobeliny, linoryty, obrazy olejne i grafiki. Półki uginają się od glinianych mis, dzwoneczków, figurek i korali. Zachwycają wyjątkowe patery w kształcie liści. Tu powstają także wzorzyste serwety i chusty, haftowane fartuszki i kolorowe filcowe broszki. Pracownia stolarska trudzi się nad drewnianymi szopkami, a uczestnicy warsztatów rękodzieła tworzą pełne duszy świąteczne aniołki i mikołajki. Wszystko to efekt działań kilku pracowni: oprócz wspomnianych rękodzieła i stolarstwa, także malarstwa i grafiki, tkactwa, plastyki oraz ceramiki.
Urszula Giełdon, laureatka Skry Ormuzdowej, jest kierownikiem Warsztatów Terapii Zajęciowej w Tczewie, a także wiceprezesem Koła Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. Od 30 lat ma systematyczny kontakt z dziećmi niepełnosprawnymi. To jej pasja i powołanie.

30. Eugeniusz Pryczkowski. Wyprawa do Adampola
Wyjazd zaplanowano na niedzielny ranek. Niestety, w sobotę 10 kwietnia Polskę dotknęła straszliwa tragedia. Samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie rozbił się pod Smoleńskiem.
Na lotnisku w Gdańsku Rębiechowie spotkaliśmy się rano, około ósmej. Jechaliśmy w składzie: właściciel Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku Daniel Czapiewski, architekt Andrzej Grodzki, cieśla Hubert Szreder operator kamery Zbigniew Gruba i ja. W samolocie do Warszawy spotkaliśmy senator Dorotę Arciszewską-Mielewczyk, z którą rozmawialiśmy wyłącznie o tragedii. Ona również pierwotnie miała lecieć do Katynia, ale odstąpiła swe miejsce.
Odlot z Warszawy nastąpił zgodnie z planem. W Istambule byliśmy około szesnastej miejscowego czasu. Na lotnisku czekał kierowca Polaka z Adampola Daniela Ochockiego, z tablicą, na której widniał napis Kaszuby. Pierwszy miły akcent w potężnym, piętnastomilionowym mieście tureckim.
Po godzinie byliśmy w Adampolu. Bardzo malownicza wieś, o wybitnie turystycznym charakterze. Założył ją książę Adam Czartoryski. Pierwsi osadnicy, oficerowie Powstania Listopadowego, przybyli tu w 1842 roku. Przez ponad półtora wieku trwania tutaj Polacy zyskali duży szacunek w Turcji. Wieś jest bardzo zadbana, schludna i czysta. Wszędzie mnóstwo kolorowych kwiatów. Gospodarze wsi są niezwykle serdeczni, zostaliśmy bardzo mile przywitani. Zamieszkaliśmy u Daniela Ochockiego, który ma w sumie aż 180 pokoi. Kiedyś było to gospodarstwo rolne, dziś wszystko zamieniono na apartamenty noclegowe, restauracje, kawiarnie. W jednej z nich jeszcze pięć lat temu był kurnik, gdzie indziej chlew. Obecnie wszędzie panuje wspaniały porządek. Wszystko urządzone z gustem. Kelnerzy uwijają się w pracy. Podobnie gospodarz, który jest człowiekiem bardzo zajętym, ale jednocześnie niezwykle gościnnym i wspaniałym Polakiem, mimo że jest już przedstawicielem piątego pokolenia Polaków w Turcji. On również gościł nas w swojej restauracji. Tego wieczora spotkaliśmy się jeszcze z Ludwikiem Dohodą.

33. Magdalena Kurek. Pomorskość schowana w Bazarze
Dom to przede wszystkim bliscy ludzie, którzy potrafią się wzajemnie wspierać. Podobne zadanie spełniały w czasach zaborów Domy Polskie. Podtrzymywały i krzewiły ducha patriotyzmu.
Czasy się zmieniły. Nie trzeba już walczyć o niepodległość, bo tę odzyskaliśmy wysiłkiem kilku pokoleń. Teraz bój toczy się o pamięć historyczną, która stanowi o tożsamości narodu. W imię tej pamięci warto przypominać organizacje działające na Pomorzu w czasach zaborów, gdyż dla zachowania tożsamości miały one znaczenie nie do przecenienia. Wtedy polskość i pomorskość były „schowane” właśnie w takich towarzystwach, jak Domy Polskie oraz stowarzyszeniach działających przy parafiach, bo katolicyzm również odgrywał znaczącą rolę w przeciwstawianiu się germanizacji.
Zbliża jubileusz 100-lecia grudziądzkiego Domu Polskiego Bazar. Organizatorzy uroczystości – powołany komitet złożony z działaczy Towarzystwa Przyjaciół Pomorza, przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego, oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego oraz władz miasta – pragną, aby ta uroczystość „skłoniła do głębszej refleksji nie tylko nad jego [Domu Polskiego] przeszłością, ale także wykorzystaniem najlepszych doświadczeń w nowych warunkach, określonych przez przynależność Polski do wielkiej rodziny europejskiej”.
Wszystko zaczęło się w roku 1899, kiedy to w okresie nasilonej germanizacji powstała Spółdzielnia Budowlana Bazar, która wcześniej istniała konspiracyjnie.

34. Jerzy Łukaszewski. Nazwiska jak fundamenty
Swego czasu dr Tomasz Rembalski opublikował nazwiska dawniejszych mieszkańców Gdyni aż po połowę XVIII wieku. Ciekawym uzupełnieniem jego pracy może być poznanie nazwisk ludzi żyjących na tym samym terenie kilkadziesiąt lat później, a mianowicie w momencie I rozbioru Rzeczypospolitej.
Posłużę się spisem katastralnym przeprowadzonym w latach 1772-1773 przez komisję radcy Rodena w celu wprowadzenia pruskiego systemu podatkowego (dlatego figurują w nim najczęściej ojcowie rodzin, nie zaś wszyscy mieszkańcy).
Historia żonglowania danymi statystycznymi dotyczącymi składu etnicznego Pomorza zasługuje na oddzielną książkę. Jest rzeczą charakterystyczną, że gdy dyskusja polityczno-historyczna polaryzuje, zaczynają być w niej obecne głównie dwa „walczące” podmioty, ze szkodą dla obecności innych, pomniejszych, lecz równie istotnych. Na Pomorzu dotyczy to przede wszystkim żywiołu polskiego i niemieckiego, choć nikomu nieobcy jest fakt, że wpływ na kształtowanie się właściwie każdej dziedziny życia na tym terenie miały także elementy skandynawskie, niderlandzkie itp.
Najczęściej spotykanym przykładem uproszczonych kwalifikacji jest, bez analizy lingwistycznej, szeregowanie jako niemieckich wszystkich nazwisk brzmiących „niepolsko”. Mimo iż badania językoznawcze w tej dziedzinie zrobiły już sporo, bywają one pomijane w bieżących sporach jako komplikujące „prosty i czytelny” podział. A szkoda, bo Pomorze to teren zróżnicowany etnicznie.
Cytowany kataster przeprowadzano wg określonego klucza: w miejscowościach będących dawnymi królewszczyznami bądź sekularyzowanymi dobrami kościelnymi.
W tym kontekście może dziwić nieobecność samej nazwy Gdynia wraz z Grabówkiem, które do czasu rozbiorów stanowiły własność kościelną. Owa luka zastanawia również o tyle, że zachował się spis dotyczący wszystkich innych wsi otaczających dawną Gdynię, czyli mało prawdopodobne jest zaginięcie akurat jednego dokumentu w czasie burzliwych losów, jakie miał na swoim koncie pruski kataster. Niemniej brak ten, aczkolwiek odczuwalny, nie powinien wpłynąć na ogólny pogląd co do składu etnicznego okolicy, tym bardziej, że zawsze można porównać spis pruski z nazwiskami opublikowanymi przez T. Rembalskiego. Za najkorzystniejszy uznałem układ „dzielnicowy”, jako najbardziej czytelny i praktyczny.

37. Magdalena Bobkowska. Folklor u Anny Łajming
Opowiadania Anny Łajming zawarte w tomie „Od dziś do jutra” dostarczają bardzo wielu informacji o kulturze ludowej Kaszubów z nie tak wcale odległej przeszłości.
Bardzo wiele tu powiedzeń i przysłów. Mieszkańcy ziemi zaborskiej z opowiadań pisarki posługują się frazami dotyczącymi sposobu postępowania ze zwierzętami gospodarskimi, a także mówiącymi o relacjach międzyludzkich i człowieczych przywarach. Cenią też prognostyki meteorologiczne. Część tych zwrotów ma formę przysłowia, inne to utarte, często powtarzane zdania. I tak w kwestii gospodarstwa bohaterka jednego z tekstów wyrokuje ponuro: „Jak gęsë le rôz kłosë posmakują, to ju ani rusz, ani war ich nie odzwiczajisz i wiedno w szkodę polézą”.
Pośród różnych przywar ludzkich szczególnie interesujące dla bohaterów Anny Łajming były wady rodu niewieściego. Opisywane one są w powiedzeniach typu: „Kożdô baba rada, gdze léze, abë sobie slôdk przewietrzëc”. O kobiecym wszędobylstwie mówią Kaszubi z ziemi zaborskiej, że „Gdze diôcheł ni może, tam babę wësle!”. Nie są również zbyt dobrego zdania o niewieściej rozwadze i inteligencji, gdyż kwitują „Dłëdżi włos, a krótci rozum”. Aby nieco zrehabilitować kobiety można jedynie dodać, że na Zaborach ostrzega się również, iż: „Jaci ojc, taci syn, jako matinka, taci klin”. Jest to pocieszając sugestia, że także z syna może wyrosnąć niecnota. Natomiast niezależną od płci wadą jest nadmierna ciekawość piętnowana w powiedzeniu: „Cekawosc to je piérszô trapa do piekła”.

39. Maria Block. Nagule Jesianió
Léze se bez mniasto, kaptur żam se na bania nacióngnéła i wyjrze, jakbym mniała kipa na glacy, szalik żam se nawinéła na munia, a na gyrach mam grube szlory i co? Zimko mi je. Ale trza murksować, wianc daje rano do roboty, a tu tan namolny, hastyczny wiater sztura chałupy i wszytke dynksy powywalał zéz śmnietników i straganów, pluty jak wyléwy, witki sia gibajó, co rusz walność jak zéz gara… Wóli mnie to w taka pogoda powinno być wolne od roboty. Ale nié je.

40. Lektury

42. Klëka

48. Z życia Zrzeszenia

50. Lżejsze strony
Słówk Klas. Swòjim òkã
Dominik Sowa. Kuchnia Dominika

52. Ròmk Drzéżdżónk. Kamianny Remùs
Òprzëpôłnim sedzôł jem na łôwce pòd mòją, zataconą na pëlckòwsczich barabónach, chatinką, a zdrzącë na kamianné tôblëce leżącé na pòdwòrzim rozmëslôł jem ò tim wiôldżim dokôzu, co jô gò miôł zaczic. Wtim ùczuł jem skrzëpienié stôrégò kòła. „Jesz tegò pùrtôka mie tu felowało” – wëzdrzôł jem na brómã bez jaką sapiącë wjeżdżiwôł brifka.
– …chwôlony – przëwitôł sã, scygnął mùcã a sôdł kòle mie.
Sztócëk nic nie gôdôł, leno zadzëwòwóny wzérôł na pòdwórzé. Kù reszce zapitôł:
– Jes të, jak to sã terôzka módno rzecze, przebranżowiony? Mdzesz kamianné nagrobczi robił?
– Nié – òdrzekł jem krótkò.
– Tej za czim të tu môsz ne wszëtczé kamë przëwlokłé? – cygnął mie gniota za jãzëk.
– A za tim – pòkôzôł jô mù ksążkã.
– Tec to naju pëlckòwskô biblëjô „Żëcé i przigòdë Remùsa” – wërwôł mie jã a bùszno rzekł: – Sztërë razë jô jã móm przeczëtóné. Òd desczi do desczi. W sztërzech pisënkòwëch wersjach.

Ponadto wewnątrz numeru dodatek edukacyjny “Najô Ùczba”.
Do numeru grudniowego dołączamy również Kaszubskie Pismo Literackie “Stegna”. Jego przewodnim tematem jest tym razem – “Pòezjô 2010”.