NAZNACZONY (6)

Transcassubia stała już na dworcu w Chojnicach, kiedy pierwsi pasażerowie bladym świtem wchodzili na stopnie schodów piętrowych wagonów. Trochę później, prawie równocześnie, wjechały przed dworzec służbowe auta pomorskich notabli. Dla nich przygotowana była salonka, prawdziwy paradny wagón. Do niego Beniamin prowadził teraz marszałka sejmu, Michała Płażewskiego, którego powitali Karól Kilwater i Gerat Szumlewsczi.
– Panie marszałku, prosimy – rzekł Gerat. – Tą salonką dojedzie pan dzisiaj do samego Helu, i to w doborowym towarzystwie kaszubsko-pomorskich samorządowców.
– Dobrze was wszystkich razem widzieć – odpowiedział marszałek, który niegdyś był w Gdańsku pierwszym niekomunistycznym wojewodą.
– Razem, i to w jednym województwie! – wtrącił Gerat.
– Tylko dlaczego pomorskim, a nie kaszubsko-pomorskim!? – zagadał Karól.
– Panowie, dobrze wiecie, że spory wokół nowych województw trwały do samego końca, do chwili głosowania ustawy w Sejmie. Nie można było inaczej, bo zaraz głos podnosili zwolennicy utworzenia dodatkowego województwa środkowo-pomorskiego ze Słupskiem i Koszalinem. Poza tym, co by na to powiedzieli Kociewiacy? Dla dobra sprawy należało odłożyć kwestie etniczne.
– A czy będzie, pana zdaniem, panie marszałku, w niedalekiej przyszłości szansa na zmianę nazwy województwa na kaszubsko-pomorskie, gdybyśmy o to wnioskowali? – Karól nie ustępował.
– Proszę, siadajcie wszyscy! – zawołał mocnym głosem Beniamin. – Pociąg rusza! Kapela rżnie!

Read more

NAZNACZONY (5)

To, że w radiu, a tym bardziej w telewizji, od początku lat dziewięćdziesiątych można było mówić otwarcie po kaszubsku, było jak balsam na zamęczoną w Polsce Ludowej kaszubską duszę. Kto przedtem słyszał kaszubską mowę w pociągu, autobusie, na gdyńskich czy gdańskich ulicach? Przecież wszędzie mówiło się „z wysoka” – po polsku. A w kościele? Przecież wiadomo było, że Pan Bóg po kaszubsku nie rozumie. A teraz pokazywali msze święte w telewizyjnym kaszubskim magazynie „Snôżô Zemia”. Jest ta nasza ziemia snôżô ­– piękna – mówili ludzie po obejrzeniu programu w niedzielny poranek. Nie ma się czego wstydzić.

Szefową „Snôżej Zemi” była Jizabela Trojanowskô, dziennikarka z czterdziestoletnim stażem. Żyła w ciągłym biegu, wszędzie było jej pełno, wszystko musiała wiedzieć, zawsze wtrącić swoje trzy grosze. Lubiła otaczać się młodymi, żeby ich uczyć, ale przecież nie tylko po to. To oni dodawali jej sił do codziennej pracy. Goniła ich czasami od rana do nocy po całych Kaszubach i mówiła: „Najpierw praca, a kiedy się wyrobicie, to się zabawicie”. Było w tym coś nadzwyczajnego? Chyba nie… Tylko kto mówił, że Trojanowskô była nadzwyczajna? Wymagała od innych i od siebie. Tacy już są Kaszubi – pracowici. Że Trojanowskô nie była Kaszubką? Prawda, z krwi i kości nie była. Za to świadomość miała, nawet większą niż niejeden rodowity Kaszub.

Read more

Naznaczony (4)

Z dworca w Świnoujściu szli piechotą. Studenci historii z Gdańska. Na tę wędrówkę każdy z nich wybrał się w innym celu. Nazywało się to podróżą badawczą. Nie musieli brać z sobą nikogo z kadry. To była ich inicjatywa. Była to dobra kompania, choć znali się tylko z uczelni. Tylko Amandus był ze swoją dziewczyną. Kawałek drogi trzeba było iść do Ahlbecku po niemieckiej stronie Uznamu. Plecaki im ciążyły, na szczęście byli już na miejscu. Teraz pociągiem do Stralsundu – Strzałowa. Przed nimi wyspa Rugia.
– „Përznã z bòkù òd flachù pòmòrskò-niemiecczich biôtków, sedzącë na niedoprzińdnym òstrowie, kaszëbsczi lud Rujanów, to je Ranów, trzimôł starżã nadmòrską Pòmòrsczi” – Amandus czytał swojej dziewczynie fragmenty z Aleksandra Majkowskiego. Siedzieli na starym rynku w Strzałowie i patrzyli na dziurawe dachy gotyckich kościołów przerobionych za czasów NRD na magazyny.
– A ten Majkòwsczi to „Historię Kaszubów” po kaszubsku napisał?
– Nie, to akurat po polsku.
– Tak mi się wydawało. To czemu to tłumaczysz?
– Bo chciałem w tym miejscu usłyszeć język kaszubski. Wiesz, że w średniowieczu to byłoby normalne. Przechodzilibyśmy obok kościoła Świętego Mikołaja, patrona rybaków i marynarzy, a wokoło rozbrzmiewałaby kaszubszczyzna.
– Gdzieś ty się tego naczytał?
– No naprawdę!
– Nie musisz szpanować tym swoim kaszubskim.

Read more

Naznaczony (3)

W kawiarni w Arles, przy stoliku na dworze, w cieniu dwustuletniego platanu przytulającego się do pomnika Frédérica Mistrala, rozpościerającego wysoko nad nim gałęzie bogate w wielkie jak dłoń liście, Amandus pił wzorem miejscowych pastis. Do szklanki z anyżową złocistą wódką dolewało się z glinianego dzbanka trochę zimnej wody z kawałkami lodu, wtedy wódka robiła się mlecznobiała. W południowym słońcu Śródziemnomorza nie znajdziesz nic lepszego. Smak anyżu jak żywo przypominał Amandusowi rybacki odpust w Swarzewie.

Kiedy zamknął oczy, zobaczył jastarnicką kompanię witającą się z Matką Boską Królową Morza w jej lipcowe święto. Stała w ceglanej neogotyckiej świątyni wyżej ołtarza, w złotej koronie, i jaśniała światłem swojego Syna, którego trzymała na rękach. Pielgrzymi klęczeli przed Nią i, rozmodleni, spoglądali na jej lica. Stary Gerat dyrygował orkiestrą dętą, która grała bez klarnetów, bo jakoś nikt nigdy się do nich nie garnął. Orkiestra grała, a feretrony fruwały pod posową swarzewskiego kościoła. Do tyłu i w górę. Do przodu i w dół. W lewo, w prawo. W kółko i nisko do ziemi. Mój Boże, jakież to piękne widowisko! A kiedy zakończył się już ten obrzęd, trzeba było szybko biegać na bùdë – kramy z różnościami. Centki, kapiszony, kolorowe piłeczki na gumie napełnione trocinami, no i te cukierki, które smakowały całym światem. Te anyżowe lubili z tatą najbardziej. Odpust bez anyżowych cukierków się nie liczył.

Read more

Lëteracczé zéńdzenié w Czôrnym Mlinie

Sobòta, 5. zélnika, pò pôlnim, wiodro bëlné…
Wicy jak 30 sztëk lëdzy (nie rechùjącë tuska) zeszlo sã w Czôrnym Mlinie kòl Anë i Artura Jablońsczich. Zeszlo so, bë pògadac ò kaszëbsczi lëteraturze ë szkòlé. Króm gôdków bëlo téż ògniszcze, a jak ògniszcze tej ë wòrztë – lëchò sã gôdô ò lëteraturze, czej brzëch glodny.
Bëlo to drëdżé latosé zéńdzenié kaszëbsczich lëteratów w „plenerze”. Pierszé bëlo w lëpińcu kòl Fele Bôska-Bòrzëszkòwsczi w Łubianie.
Ne dwa zéńdzenia wespólrëchtowalo Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi we Wejrowie.
Wpisëjta w kòmeńtérach, chtëż w Czôrnym Mlinie negò zélnikòwégò pòpôlniô kòl Anë i Artura zawitôl.

Read more

Kaszëbsczé nótë w Kartózach

Pôrã tidzeniów temù wjachôl jem do „kaszëbsczi stolëcë” – Kartóz, òbezdrzec fòtannã na rénkù, jakô òbzdobionô je òbrazkòwą wëliczanką pt. „Kaszëbsczé nótë”.
Hmm, westchnąl jem, zrobil fòtografczi, a tej so pòmëslôl, że mdã pisôl pòzwã miasta Kartuzë bez „ó”. Nie je to równo „u” czë „ó”?

Read more

Naznaczony (2)

– Tak, ciociu. Tak jak mówiłaś.
– Wiesz, na wszelki wypadek lepiej włożyć kawałek sieci do trumny. A jakby się okazało, że on jest upiorem – wieszczim!?
– Igłę do szycia sieci, ciociu, włożyłem. Tak jak każdemu rybakowi.
– W imie Ojca i Syna i Ducha Swiętego – czas zaczynać. – Ojcze nasz, którys jes w niebie, niech sie swięcy jimie Twoje, niech przijdze Twoje królestwo…
– …i nie wódz nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode zlego. Amen. – wymawiając z kaszubska słowa pacierza, Marta modliła się razem z innymi. Musiała zostać w swoim pokoju, była przecież w ciąży i wnet miała rodzić. Zakazano je patrzeć na trupa, bo dziecko mogłoby się urodzić słabowite i chore, a nawet umrzeć zaraz po urodzeniu.

Read more

NAZNACZONY (1)

„Namerkôny” to pòwiesc Artura Jablońsczégò, jakô czile lat temù pòrëszëla wiele czëtińców a kritików (òbezdrzë tuwò)… Kò je ju czas na ji prezentacjã w pòlsczi gôdce. Òd dzysô mdã co pôrã dniów wstôwiôl sztëczczi negò dokôzu. A mdze jejich dzewiãc…

NAZNACZONY (1)

Artur Jablońsczi
tłum. Róman Drzéżdżón

Dzwony zwołują gromadę, na Alleluja… Że też nie słyszałem bębna! Dobrze, że mieszkam blisko kościoła, to zdążę na procesję. Gdzie moje spodnie? Koszula pewnie niewyprasowana, a buty trzeba wypastować. O Boże! Kaftan cały wygnieciony, jak będę wyglądać? Skarpety dziurawe, a całych nie mogę znaleźć. Mama ma rację, kiedy mówi, że najwyższy czas na ożenek. Dóra by chciała, ale mnie do żeniaczki nie ciągnie. Źle mi z nią? Dziewczyna jest nawet ładna i dobrze ma w głowie poukładane. Dba o mnie i jak mówią Kaszubi, dobrze warzi i seje, chłop z nią dobrze żëje . Jednak czegoś mi w niej brakuje, nie potrafię tego dobrze nazwać. W czasie zaręczyn upadł jej pierścionek. Kiedyś się mówiło, że jak coś takiego się wydarzy, to z wesela nici. Gdzie ten krawat?!
– Tak to już na tym świecie jest, że ci, którzy najbliżej dzwonnicy mieszkają, prawie zawsze do kościoła się spóźniają, prawda Walãti?
– Ale Dórkò, przecież wiesz, co wczoraj wieczorem do późna robiłem…
– A nie robiliśmy tego razem?
– Ciii… Nie mów tak głośno, jeszcze ktoś nas usłyszy.
– A niech słyszą. Co najmniej od roku o nas plotkują. Dawno jesteśmy po zaręczynach, a ty ani myślisz się ze mną żenić.
– Ależ, Dórkò, myślę, myślę… Tylko potrzebuję jeszcze trochę czasu.
– Co ty wygadujesz… wiem, że mnie zostawisz.
– Nie przyszedłem na rezurekcję, żeby się z tobą kłócić.
– Nie chcesz za mną gadać, to z Bogiem.
A zapowiadał się taki przyjemny dzień. Nie to nie… Jutro pójdę do niej z dyngusem i znowu będzie zgoda.
– Pochwalony.
– Na wieki wieków… Kto to był? Wczoraj widziałem ją koło kościoła. Ach, już wiem, to ta od Mùżów. No tak! Ale z niej wyrosła piękna panna. Mój Boże! Pan Jezus zmartwychwstał! Naprawdę zmartwychwstał.

Read more

Òdpùst w Swiónowie

Hùrma lëdzy w nen pëszny słuńkòwi dzéń (15.7.2017) nawiedzëla Sanktuarium Królewi Kaszëb w Swiónowie. Hewò pôrã òdjimków z Òdpùstu Matczi Bòsczi Szkalperzny…

Read more

Kòl Felë w ògródkù…

To drëdżi rôz, czej jem bél kòl Felë Bôsczi-Bòrzëszkòwsczi w ògródkù… Do Łubianë na Zéńdzenié Lubòtników Kaszëbsczi Lëteraturë zjachalo skòpicą lëdzy. Bëlë m.jin. Halina Wréza, ks. Róman Skwiércz, Dark Majkòwsczi, Bògùmila Cërockô, Karolëna Keler… Dopiszta mòże w kòmeńtérach jesz pôrã nôzwësków 🙂
Tak më so sedzelë a rozpòwiôdelë ò kaszëbsczi lëteraturze, a niechtërny nawetkã prezeńtowelë swòje dokôzë.
Latosé Zéńdzenié w Ògródkù wespólrëchtowalo Szôltëstwò Łubianô i Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi we Wejrowie.

Read more

Ne starnë ùżëwôją kùszków (an. cookies). Przezérając je bez zjinaczi ùstôwù przezérnika dôwôsz zgòdã do jich spamiãtëwaniô.