Pomerania 11/2011

Od redaktora
Pierwszego listopada odwiedzamy groby, zwłaszcza te rodzinne, ale także miejsca spoczynku tych, z którymi się przyjaźniliśmy, których ceniliśmy lub tylko znaliśmy. Jeśli pamięć o nich przetrwa, to głównie dzięki nam, gdyż jedynie niektórzy nie giną w oceanie bezimiennych dzięki własnym, nieprzemijającym dokonaniom.
W tym listopadowym numerze „Pomeranii” kierujemy uwagę na zapomniane miejsca ostatniego spoczynku, ale dzięki pasjonatom historii odkrywane i przywracane pamięci zbiorowej, jak choćby cmentarz w Gdyni-Kolibkach, położony obecnie niefortunnie między jezdniami al. Zwycięstwa, w miejscu, nad którym przez wieki górował kościół zburzony przez Niemców na początku II wojny światowej.
Są na Pomorzu liczne cmentarze, na których piętno wycisnęła skomplikowana historia tych ziem, ukazujące wielowyznaniowość i wielokulturowość jej mieszkańców. Chwała tym, którzy wymyślili i realizują projekt ukazania bogactwa pomorskich nekropolii, a który znalazł wyraz w formie wystawy fotograficznej prezentowanej w gdańskim kościele św. Jana (relację z wernisażu zdajemy wewnątrz numeru, a na tylnej okładce można zobaczyć fragmenty tej wystawy).
Przedstawiamy w tym numerze „Pomeranii” także sylwetkę zasłużonego Kaszuby i Polaka, gdyńskiego sędziego rodem z Gochów, Władysława Kiedrowskiego, rozstrzelanego w Piaśnicy 11 listopada 1939 roku, w dniu Święta Niepodległości. Do dziś nie wiadomo, w którym miejscu spoczywają jego szczątki. W okolicy, w której zakończył żywot, na jednym ze słupów podtrzymujących kaplicę w Lesie Piaśnickim dzięki ustaleniom badaczki Elżbiety Grot, autorki artykułu opublikowanego w tej „Pomeranii”, znalazło się jego nazwisko, wśród 852 innych.
Przygotowując ten numer do druku, nie spodziewałem się, że zamieszczona pod koniec relacja ze spływu Śladami Remusa też wpisze się w listopadowy kontekst myślenia o drugim brzegu. Niespodziewanie, już po dodaniu do relacji refleksji i tekstu piosenki, zmarł ich autor, bard spływowy Waldemar Winiecki. Czarne ramki, które otoczyły jego nazwisko, uświadamiają, jak płynna jest granica między byciem tu a tam.
Edmund Szczesiak

II XX-lecie Kaszubskiego Liceum Ogólnokształcącego w Brusach
III Grobë wiôldżich Pòmòrzanów
IV Pòmòrsczé nekropolie

3. Listy

5. Andrzéj Bùsler. Zwëczi. Wszëtczich Swiãtëch i Zôdëszny Dzéń
Tłómaczenié Karolëna Serkòwskô
W pierszich dniach smùtana wspòminómë ùmarłëch. Ze smùtanowima swiãtama na czesc tëch, chtërny òdeszlë, parłãczi sã wiele kaszëbsczich zwëków.
Dôwni lëdze na Kaszëbach pòwszédno wierzëlë, że w Zôdëszny Dzéń dëszë ùmarłëch przëchôdają na swój pòchówk. Żebë dac jima redosc, tak jak dzysô, lëdze przëstrojiwelë mòdżiłë danowima wietewkama i kwiatama. Gòspòdinie plotłë apartny wińc z danë, zwóny lebensbaum. Przed ùroczëznama Wszëtczich Swiãtëch białczi piekłë niewiôldżé brótë chleba, chtërne dzecë rozdôwałë w przeddzéń swiãta biédnym, żebë mòdlëlë sã za cziszczowé dësze. Tak jak dzysô, na zôczątkù smùtana smãtôrze rozwidniwôł łisk tësący swiéców, zwóny przez Kaszëbów wiecznym widã.
W Zôdëszny Dzéń trzëmóny béł czedës zwëk, jaczi dzys je ju całowno nieznóny. Na smãtôrzach mòżna bëło pòtkac karna knôpów przezeblokłëch za biésów i rozmajité kòzłë. Grającë na tradicyjnëch kaszëbsczich jinstrumentach: diabelsczich skrzëpicach, grzechòtkach, klekòtkach, sznërach, knarach i bùrczibase, miałë za zadanié òdgònic złé dëchë i czarownice, chtërne nie pòzwôlałë pòtãpionym dëszom wchôdac na smãtôrz, nãcącë je na rozpùstë.

6. Komunikaty i Z drugiej ręki
Jubileuszowe dyktando
5 listopada na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Gdańskiego odbędzie się X Dyktando Języka Kaszubskiego „Piszã pò kaszëbskù – Królewiónka w stolëcë Kaszëb”.

Promocje kaszubskiego audiobooka
Kaszubska Agencja Artystyczna z Chwaszczyna – wydawca płyty zawierającej nagranie powieści Aleksandra Majkowskiego „Żëcé i przigòdë Remùsa” – zaprasza w listopadzie na kolejne spotkania promujące audiobooka

Parada Niepodległości w Gdańsku
Parada Niepodległości w Gdańsku rozpocznie się tradycyjnie 11 listopada o godz. 10.30 na ulicy Podwale Staromiejskie (na wysokości Targu Rybnego) i przejdzie Igielnicką, Stolarską, Gnilną, Rajską, Heweliusza, Korzenną i Kowalską na Targ Drzewny.

Złowione w sieci
Polska regionów? Donald Tusk wobec regionalizmu. konserwatyzm.pl – portal myśli konserwatywnej 12.10.2011
Aktywność organizacji takich, jak Ruch Autonomii Śląska oraz Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego przez prawicowych publicystów odbierana jest jako preludium do zamachu na jednolitość Polski.
W dalszej perspektywie ma to stanowić asumpt do ustanowienia nowego układu terytorialnego opierającego się na federacji regionów. Grozę części opinii publicznej wzbudza możliwość wystąpienia ze związku poszczególnych podmiotów.

Wysłuchane
Konferencja w Lublinie. Na bôtach ë w bòrach, 18.09.2011
Kaszëbi skritikòwelë pòlitikã Pòlsczégò Państwa wedle mniészëznów. Swòje stanowiszcze wërazëlë na kònferencji pòswiãcony nôrodnym, etnicznym i jãzëkòwim mniészëznom w Europejsczi Unii, jakô bëła terô w Lublinie [14–16.09.2011]. Główné zarzutë to za mało placu dlô mniészëznów w pùblicznëch mediach i felënk jinstitucji kùlturë. Państwò mô jesz wiele do zrobieniô na ti niwie – gôdô Artur Jabłońsczi, bëtny na kònferencji wespółprzédnik Sejmòwi Kòmisji Nôrodnëch i Etnicznëch Mniészëznów.

Przeczytane
Więcej „Klëki” w radiu. Dziennik Bałtycki 1–2.10.2011
Kaszubom udało się zawalczyć o „Klëkę” – swój program informacyjny w Radiu Gdańsk. Nie dość, że ma on teraz więcej czasu, to wraca także jego popołudniowa edycja (ok. godz. 17.55).
„Klëka” znikła z wrześniowej popołudniowej ramówki radia. W zamian stacja wydłużyła wieczorny program emitowany ok. godz. 23. To jednak nie spodobało się Kaszubom. – Nie jesteśmy społecznością mleczarzy ani stróżów nocnych – argumentował na posiedzeniu sejmowej komisji mniejszości Łukasz Grzędzicki, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

8. KO. Pierwsze kaszubskie liceum ma już 20 lat
Kaszubskie Liceum Ogólnokształcące w Brusach 23 września świętowało swój jubileusz.
Podczas uroczystości przypomniano ideę założenia liceum, podsumowano osiągnięcia i skonfrontowano je z oczekiwaniami, które towarzyszyły jego narodzinom.
7 września 1991 r., po niełatwych staraniach, zainaugurowało działalność pierwsze kaszubskie liceum, zarazem pierwsza pełna szkoła średnia w Brusach. Pomysłodawcami powołania tej placówki byli ówczesny wicewojewoda gdański Józef Borzyszkowski i dyrektor Szkoły Podstawowej w Brusach Józef Słomiński, wspomagani przez gdańską kurator oświaty Danutę Kledzik. Jednak Brusy znajdowały się wówczas w województwie bydgoskim, a władze oświatowe w Bydgoszczy godziły się jedynie na powołanie szkoły społecznej. Ostatecznie jednak działania inicjatorów dały pożądany skutek, KLO otrzymało status szkoły publicznej.
Po dwudziestu latach społeczność szkolna święciła jubileusz. Najpierw wraz z licznie przybyłymi gośćmi zgromadzono się w kościele na mszy, którą odprawił ks. infułat Stanisław Grunt z Pelplina w koncelebrze z księżmi – absolwentami bruskiego liceum. W wygłoszonym kazaniu stwierdził, że fundamentem szkoły dobrze wypełniającej swą misję jest współdziałanie rodziców, nauczycieli i uczniów, którzy tworzą jedność. Symbolem tej jedności winien być sztandar KLO poświęcony podczas tej mszy.

9. Kazimierz Ostrowski. Kaszubskie, czyli najlepsze?
Do Kaszubskiego Liceum Ogólnokształcącego w Brusach zapewne już za rok lub dwa przyjdą dzieci pierwszych absolwentów i tak jak rodzice będą się uczyć kaszëbiznë, czytać wiersze Karnowskiego, Nagla i Walkusza, wzruszać się losem marzyciela Remusa z powieści Majkowskiego. Dla nich będzie to rzecz zwyczajna, żadna nowość ani przywilej, lecz sięganie po naturalne dobro, które każdemu człowiekowi się należy. Będą czerpać ze skarbca języka, kultury i historii regionalnej, który kaszubskie liceum przed uczniami otwiera. Oczywiście jeżeli zechcą z tej szansy skorzystać, dotychczas bowiem przeważający odsetek licealistów do poznawania tego, ojczystego bądź co bądź, dorobku duchowego się nie garnie. Szkoła nie potrafiła młodych ludzi skutecznie zachęcić i przekonać, że tracą wartość bezcenną, i nie jest to dla niej powód do chwały. Działalność KLO została już opisana w pracach magisterskich, ale nie wiem, czy autorzy znaleźli odpowiedź na zasadnicze pytanie: dlaczego tylko część młodzieży uczy się przedmiotu (według mnie) w tej szkole najważniejszego? Wszak nazwa, tak jak szlachectwo, zobowiązuje.

10. Kadzmiérz Òstrowsczi. Kaszëbsczé, znaczi nôlepszé?
Tłómaczenié Jiwóna Makùrôt

11. Bożena Ronowska. Stan edukacji regionalnej na Kociewiu
Edukacja regionalna stanowi zaczyn do tego, by poznawać małą ojczyznę. Realizowana w przeróżny sposób, wydeptała już własną ścieżkę, po której dziś z lubością wędruję.
Minęło ponad dziewiętnaście miesięcy, odkąd Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Świeciu powierzył mi ważne zadanie koordynowania wszystkich wydarzeń związanych z IV Kongresem Kociewskim, a co za tym idzie, z Kociewskim Rokiem Kongresowym 2010.
Przez pół roku miałam możliwość organizowania wielu interesujących przedsięwzięć kulturalnych. Jednym z ważniejszych projektów było gromadzenie materiałów dotyczących stanu edukacji regionalnej na Kociewiu.
Ścieżka i bariery
Reforma szkolnictwa z 1999 roku nałożyła na szkoły obowiązek realizacji ścieżek międzyprzedmiotowych, z których jedną z ważniejszych była właśnie edukacja regionalna. Jednocześnie umożliwiono nauczycielom dokształcanie się, powstały kierunki na studiach podyplomowych przygotowujące nauczycieli regionalistów. Z tej przyczyny ożywiły się szkoły, a dzieci chętnie uczyły się o swoich związkach z regionem, w którym żyją.

14. esz. Cmentarze Pomorza
Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku od ubiegłego roku urzeczywistnia projekt naukowo-badawczy, dokumentacyjny i artystyczny pod nazwą „Nekropolie Pomorza”.
Jednym z pierwszych jego efektów jest wystawa, którą otwarto 9 października br. w Centrum św. Jana w Gdańsku, a która łączy rezultaty pracy badaczy z fotografią artystyczną. Zaprezentowano 40 cmentarzy, stanowiących świadectwo wielokulturowości Pomorza i burzliwych dziejów tego regionu. Fotografie stanowią plon dwuletniej wędrówki Anny i Krzysztofa Jakubowskich po cmentarzach pomorskich: katolickich, ewangelickich, żydowskich, mennonickich, a także cmentarzach wojskowych i cmentarzysku kurhanowym.
Zdjęciom towarzyszą opisy poszczególnych nekropolii, przygotowane przez Klaudiusza Grabowskiego i Stanisława Flisa. Dokumentację archiwalną udostępniły Narodowy Instytut Dziedzictwa Oddział w Gdańsku i Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków.

15. Jerzy Łukaszewski. Zapomniany świadek
Mało jest miejsc tak bardzo przesyconych lokalną historią, jak cmentarze.
Są kopalnią wiedzy o miejscowej społeczności. Wczytując się w nazwiska i daty na nagrobkach, można się poczuć jak w archiwum. Więcej – cmentarze to także świadectwo, jak historia jest traktowana przez współczesne pokolenia. Bywają zadbane, dopieszczane, a zdarzają się i zapomniane, opuszczone, cicho odchodzące w niebyt. Do tych ostatnich należał do niedawna cmentarz w Gdyni-Kolibkach, niefortunnie wciśnięty między dwie nitki szosy na szlaku Gdańsk – Gdynia. Kiedy wreszcie miłośnicy historii zaczęli się nim interesować, okazało się, że niełatwe dzieje Pomorza co krok opowiadają rzeczy, jakich nikt by się nie spodziewał po tym spłachetku ziemi, na który mało kto z przejeżdżających zwraca uwagę.
Najpierw stanął kościół
W przeszłości Kolibki były wsią dość ludną i niebiedną, a ich właściciele – ludźmi obrotnymi. Z dokumentów krzyżackich wiemy, że już w XIV wieku postawiono tu młyn, który musiał być sporym osiągnięciem ówczesnej techniki, jako że wykorzystywał nurt stosunkowo marnego potoku o niewielkiej sile płynącej wody. W XVI wieku w Kolibkach stały dwie karczmy, a skoro zarabiały na utrzymanie, musiały mieć licznych i wypłacalnych klientów. Później była tu zlewnia mleka, owczarnia i tym podobne przejawy ludzkiej przedsiębiorczości.

17. Jerzi Łukaszewsczi. Zabëti swiôdk
Tłómaczenié Karól Róda

19. Marta Szagżdowicz. Nekropolia wielu historii
W listopadzie zapraszam na spacer po najstarszym gdańskim cmentarzu. Tutaj łączą się historie Polaków i Niemców, ale także Austriaków, Francuzów, Rosjan czy Tatarów.
Spacer zacznijmy od strony ulicy generała Henryka Dąbrowskiego, przy której znajduje się to wyjątkowe miejsce. Tuż za bramą zobaczymy niewielką kaplicę. Została wybudowana w 1896 roku i mimo drewnianej konstrukcji przetrwała dziejową zawieruchę. Kaplica nie mogła być murowana, ponieważ znajdowała się na terenie przy fortyfikacjach, na którym obowiązywał zakaz budowy budynków z trwałych materiałów. Dzięki renowacji kaplica jest wciąż użytkowana.
Historia nekropolii sięga pierwszej połowy XIX wieku. Początki cmentarza wiążą się z pochówkami żołnierzy poległych podczas wojen napoleońskich. Najstarszy zachowany grób pochodzi jednak dopiero z 1832 roku. W ciągu lat powiększany, dzisiejszy Cmentarz Garnizonowy łączy w sobie dawne cmentarze: stary garnizonowy, od którego pochodzi nazwa nekropolii, Cmentarz Gminy Wolnoreligijnej oraz cmentarz, na którym chowano parafian z pobliskiego kościoła ewangelickiego pw. Bożego Ciała.

20. Marta Szagżdowicz. Nekropòliô wiele historiów
Tłómaczenié Hana Makùrôt

21. Elżbieta Grot. Skazany na potajemną śmierć
W tym roku mija 72. rocznica zbrodni ludobójstwa popełnionej przez Niemców w Lesie Piaśnickim.
10 km od Wejherowa, w lesie znajdującym się po lewej stronie szosy do Krokowej rozegrała się jesienią 1939 r. największa tragedia pomorskich rodzin. Zginął kwiat inteligencji: działacze polityczno-społeczni, urzędnicy, księża, nauczyciele, wojskowi, członkowie stowarzyszeń i organizacji, samorządów miejskich i wiejskich, ludzie wywodzący się z rodzin inteligenckich, kupieckich, rzemieślniczych, rolniczych i robotniczych. Wszyscy oni z pełnym zaangażowaniem działali na rzecz II Rzeczypospolitej Polskiej, swojego środowiska, wiosek i miast Pomorza Gdańskiego.
Ofiary spośród gdyńskich prawników
W Lesie Piaśnickim zginęli ludzie pochodzący z Kaszub i innych regionów Polski. Wśród zamordowanych tu osób najwięcej było mieszkańców powiatu morskiego (obecnie wejherowskiego i puckiego) oraz Gdyni.

24. Elżbiéta Grot. Skôzóny na krëjamną smierc
Tłómaczenié Danuta Pioch

27. Maria Pająkowska-Kensik. Najbliższi sąsiedzi
Jesteśmy najbliższymi sąsiadami w pomorskiej wspólnocie. Dobrze, jeśli blisko ma się przyjaciół, a wrogów daleko…
W mojej życiowej baśni dawno temu trafiłam z południowego Kociewia na Kaszuby. O początkach mojej fascynacji sąsiednim regionem już nieraz pisałam, ale muszę przypomnieć choćby organizowane przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie spotkania, radosne i owocne uczestnictwo w różnych regionalnych działaniach – już ponad ćwierć wieku. Wspominam zwłaszcza spotkanie w Dzierżążnie k. Kartuz, skąd wróciłam z tekstem świetnego referatu wygłoszonego wówczas przez młodego historyka, Donalda Tuska, o ideologii regionalnej. Do dzisiaj fragmenty tego tekstu cytuję bydgoskim studentom kulturoznawstwa.

28. Magdalena Kurek. Czar orkiestry dętej
Sobota, 8 października 2011 roku, godz. 8.30, Centrum Wystawienniczo-Regionalne Dolnej Wisły w Tczewie. Ostatni dzień V Nadwiślańskich Spotkań Regionalnych.
Otwieram drzwi i otacza mnie mozaika dźwięków. W miarę mojego zbliżania się do sceny muzyka z cichej przeradza się w wyraźną i energetyczną. To próba Kociewsko- Kaszubskiej Orkiestry Dętej Torpeda przed mającym się odbyć za pół godziny koncertem.
Wystarczy spojrzeć na muzyków, by zrozumieć, czemu cieszą się taką sympatią. Tryskają energią i poczuciem humoru, jest w nich niezwykły entuzjazm i przede wszystkim radość z samej gry, uczucie, które od razu udziela się słuchającym ich ludziom. Mimo że grają w nieco osłabionym dziesięcioosobowym składzie, jednak hipnotyzują muzyką do tego stopnia, że nogi same podrygują, a pamięć natychmiast podsuwa słowa granych przez nich piosenek.

29. Magdaléna Kùrk. Czar dãti òrkestrë
Tłómaczenié Ludmiła Gòłąbk

31. Robert Wąsik. Mały skarb
Każdy z nas ma takie miejsce, które wiele dla niego znaczy, taki, można by rzec, mały skarb, z którym wiążą się jakieś wspomnienia, refleksje, do którego człowiek się przywiązał i który lubi odwiedzać.
Idę kamienną drogą, która leniwie się wzbija. Wokół mnie dęby, topole, sosny, spokojny wiatr delikatnie kołysze ich grubymi konarami. Słońce przebija się przez gęstą zasłonę liści, rzucając spacerowiczom pod nogi rozstrzelone cienie. Droga z wielkich wielokolorowych kamieni jest w tej chwili trochę zdradliwa – niedawno obficie padał deszcz, zmieniając stabilną ścieżkę w śliskie pobojowisko. Ziemia wokół mnie jest pokryta starymi rozmokłymi liśćmi, a zewsząd dochodzi świergot ptaków.

32. Grégór J. Schramke. Wòjna zmëszama
Czëtającë czedës „Autostopem przez galaktykę” Douglasa Adamsa, jem béł fùl ùwôżaniô dlô ùtwórcë za bëlny pòmëslënk na ksążkã, a téż za jegò skòpicą absurdu ôrt szportu. Westrzód wiele jinszich rzeczy fest mie sã tam widza ùdba, że ma, lëdze, jesma trzecym na Zemi nômądrzészim zortã – pò delfinach ë mëszach. Fest widza… do ùszłi zëmë. To znaczi, jeżlë chòdzy ò grëzonie. Bò cos mie sã zdôwô, że ùtwórca pòwiescë, doch Britijczik, nie do kùńca z nima szpòrtôwôł…
Na Kaszëbach, czej z pòlów wszëtkò ju dżinie, chëczë szturmùją legionë mëszów. Ë łapica le chòdzy a nadążëc szturmiôrzów chwôtac ni mòże. W Szkòcje za to nôwëżi człowiek sã mòże sóm w niã złapac, le nie mësza.

33. Róman Drzéżdżón, Danuta Pioch. Ùczba 5. Môl zamieszkaniégò
Przëbôczenié (przypomnienie):
Budynek to pò kaszëbskù bùdink. Dom mieszkalny, mieszkanie to pò kaszëbskù domôctwò abò chëcz (chëcz to téż chałupa, chata). Dom rodzinny to pò kaszëbskù dodóm, domôcëzna, domôcëna.
Domôk (chëczownik) to pò pòlskù domownik, członek rodziny. Słowò domôk mòże téż znaczëc rodak.
Baro cekawé je słowò dodóm. Mòże òno miec dwa ôrtë: chłopsczi – (ten) dodóm; dzecny – (to) dodóm. Mòżemë tej rzec: to je mój dodóm; to je mòje dodóm.

35. Sławomir Lewandowski. Światła nadziei
Za dnia cieszą oczy turystów, którzy wspinają się krętymi schodami, aby z wysokości laterny podziwiać nadmorski krajobraz.
Upodobali je sobie również fotograficy i malarze, są dla nich bowiem wdzięcznym tematem. Piękno bliz dostrzegli pisarze, niejednokrotnie bywają tłem dla opowiadanych przez nich wydarzeń. Zdarzają się także entuzjaści, którzy gotowi są wydać duże pieniądze, aby doprowadzić starą, wysłużoną latarnię do stanu z lat jej świetlności i na dodatek udostępnić ją zwiedzającym.
Potrzebne i piękne
Latarnie morskie pełnią funkcję znaku nawigacyjnego dla jednostek pływających, od wieków pomagały im w bezpiecznej żegludze po morzach i oceanach. Niegdyś były to żaglowce, potem parowce, a dzisiaj nowoczesne statki naszpikowane elektroniką i prowadzone przez sygnały GPS z portu do portu. Postęp cywilizacyjny, choć wszystko mogłoby na to wskazywać, nie zagraża latarniom morskim.

37. Sławòmir Lewandowsczi. Widë nôdzeje
Tłómaczenié Bòżena Ùgòwskô

40. Marek Adamkowicz. Zmieniające się wojska (2)
Historia gdańskiego garnizonu ma kilka wyraźnych cezur czasowych.
Jedna z nich przypada na koniec I wojny światowej, kiedy to po klęsce kajzerowskich Niemiec zadecydowano w Wersalu o utworzeniu Wolnego Miasta Gdańska. Jego terytorium miało być strefą zdemilitaryzowaną.
Proces oczyszczania Gdańska i okolic z formacji wojskowych był wielką, a do tego wyjątkowo skomplikowaną operacją.
– Gdańsk był wówczas przepełniony wojskiem – opowiada Jan Daniluk, na co dzień pracownik Instytutu Pamięci Narodowej, który w wolnym czasie prowadzi strony internetowe Projekt Dolny Wrzeszcz i Garnison Danzig. – Oprócz żołnierzy z miejscowego garnizonu byli tu ranni odesłani z frontu, a także oddziały wracające ze wschodu po podpisanym w Brześciu układzie pokojowym z Rosją. Do tego dodać trzeba marynarzy z okrętów wojennych i jeńców przetrzymywanych w obozach.

42. Mark Adamkòwicz. Zmieniwającé sã wòjska (2)
Tłómaczenié Karól Róda

45. Józef Zdzisław Konnak. Herbata lipowa i ciastka babci Walerki (1)
Z domem i gospodarstwem moich dziadków Gatzów w Czapiewicach byłem i chyba nadal jestem bardzo emocjonalnie związany.
Tu przeżyłem czas wojny. Stąd zostałem wysłany do szkół i tu przyjeżdżałem na wakacje. Był to mój dom w latach 1939–1954. Wyniosłem z tego czasu jak najlepsze wspomnienia i dlatego wykorzystywałem później każdą okazję, aby o Czapiewice zahaczyć, spędzić tam parę dni lub część urlopu, nawet wtedy, kiedy tam już nie było mojej mamy i kiedy dziadkowie już nie żyli.
Z tego, co przez matkę łączyło mnie z posiadłością moich dziadków, byłem zawsze niezmiernie dumny. W moim odczuciu − również teraz, po wielu już latach − dom dziadków i jego otoczenie nie ustępowały dworom w o wiele większych majątkach.
Nad urokliwym stawem
Całe gospodarstwo, wraz z otoczeniem, było utrzymywane w porządku i w imponującej na owe czasy czystości. Życie domowe przebiegało w niezwykle spokojnej i kulturalnej atmosferze.

47. Józef Zdzysłôw Kònnôk. Lëpòwô arbata i kùszczi starczi Walesczi (1)
Tłómaczenié Jiwóna Makùrôt

50. Opracował Janusz Kowalski. Kalendarium żywota (2)
6 III 1848 – zmienienie kary śmierci na dożywocie.
20 III 1848 – amnestionowany i uwolniony przez rewolucję berlińską; następnie przez prawie dwa miesiące poszukiwał w berlińskich bibliotekach kassubianów i pomeraników.
24 III 1848 – napisał do szczecińskiego Towarzystwa m.in. o swoich poszukiwaniach i otrzymał od niego przed 12 V dyplom członka-korespondenta.
12 V 1848 – wyjechał z Berlina do Sławoszyna i Pucka, gdzie od 19 V był u swojej siostry Łucji Kadau i jej męża.
29 V 1848 – był w Poznaniu, gdzie chciał leczyć (także we Wrześni) rannych powstańców wielkopolskich, ale nie pozwolono mu; z Poznania pojechał do Berlina, a stamtąd ok. 5 VI 1848 do Szczecina, Sławoszyna i Pucka, gdzie przebywał przez kilka miesięcy.
1849–51 – służył, jako lekarz, w pruskim pułku artylerii w Gdańsku, gdzie mieszkał przy ul. Św. Ducha.

51. Maria Block. Eternit
Kele naszèj chałupsi stojała taka stara rozwalona szopa zèz różnymi klamotami, co majó po piańćdziesiónt lat, eszcze po lulkach mojègo chłopa. Stojała se i nikomu niè wadziła, ino tamoj bèł dach zèz eternitu, a tera wszandzie gadajó, że trza tan eternit wywalać, bo je szkodljiwy. Jo, ino co zèz tym eternitam robjić?
Deliberowalim se zèz chłopam, dzie szmyrgniem te wszytke szrajanki poryrane, jakeś kipy, klejdy, przegnite budaje i cały tan wyrszaft. I raz mojamu chłopu sia napatoliła banda lujów, co kornus wèw biały dziań na ulicy psili i sia go namolnie pytali, czy im niè da psiniandzów na jeście. No to mój chłop zara gada (bo jak trza, to on umni być wyszczekany), że im da i eszcze pyrcek wurszty dorzuci, ale jak weznó i uskrómnió ta szopa. A że tamoj było tèż od czorta złomu (co go można opylić na skupsie i znówki na kornus, znaczy na jeście, mnieć psiniandze), to wnetki te diabelce sia rzucili wyrumować te rumoty.

52. Wiérztë. Czas zamëszleniô

53. Lektury

55. Andrzej Romanow. Na rzecz nauki i społeczności pomorskiej
Myśl o założeniu naukowego periodyku poświęconego problematyce kaszubsko-pomorskiej od lat nurtowała środowiska naukowe oraz kulturotwórcze Pomorza.
Ale dopiero powołanie w Gdańsku w listopadzie 1996 r. – przez grono znanych i cenionych badaczy związanych pochodzeniem, miejscem pracy bądź zakresem badań z pomorską ziemią – Instytutu Kaszubskiego, który określił, stymulował, inicjował i niejako koordynował „najpilniejsze prace badawcze związane z (…) problematyką kaszubsko-pomorską”, umożliwiło przygotowanie i wydanie w 1999 r. pierwszego tomu rocznika „Acta Cassubiana”. Tytuł pisma sygnalizował jego zasadniczy profil, a samo ukazanie się tego periodyku świadczyło o tym, że nakreślone przez Instytut Kaszubski priorytety badawczo-naukowych i organizacyjnych zamierzeń były przezeń realizowane z ogromną odpowiedzialnością.

56. Sławomir Klas, Edmund Szczesiak. Brdą z Remusem
Trasa tegorocznego XXVI Kaszubskiego Spływu Kajakowego Śladami Remusa wiodła Brdą, piękną i malowniczą rzeką.
Pogoda dopisała. Lato było, jak pamiętamy, wyjątkowo mokre, ale mieliśmy to szczęście, że spływ wypadł w tygodniu w miarę słonecznym, jedynym takim podczas tegorocznych wakacji. Rzeka przyjazna, prawie pozbawiona przeszkód w postaci powalonych drzew i uciążliwych przenosek, szlak najbardziej urządzony spośród tych, którymi w cyklach czteroletnich pływamy, dostarczone przez głównego organizatora kajaki dobrej jakości… W takich przypadkach niewiele więcej trzeba, aby uczestnicy byli zadowoleni. A przecież „Remus”, jak jest skrótowo nazywany ten spływ, to dużo więcej, to połączenie przygody wodniackiej z bogatym programem kulturalnym na lądzie. Kaszubskim w każdym calu.

59. Klëka

62. Z życia Zrzeszenia

65. Słôwk Klas. Bëc abò nie bëc
Wiadłom ò stolëmnych zleżënach széfrowégò gazu towarzy w Pòlsce medialny przëzwòlënk, gdze ni mô placu na spòdlëczną debatã. Plac nen mają zajãti zaslepiony przëstojnicë, jaczi na lëpach mają leno jedno zéwiszcze: ò niezanôleżnoscë energeticzny Pòlsczi. Ale jaczim kòsztã? Czej Amerika – òjczëzna széfrowégò gazu – z ùrzasã òdkrëła drãdżi skùtczi jegò wëzwëskiwaniô dlô zdrowia lëdzy ë notërnégò strzodowiszcza, Pòlskô witô amerikańsczé pòdjimiznë z szerok rozwietwionyma remionama. Całé Kaszëbë stoją na széfrowim gazu, tim barżi je to dlô nas sprawa bëc abò nie bëc. Héwò je pòczątk debatë, jakô dopiérze sã zacznie. Niżi przedstôwióm wëjimczi dokùmeńtalnégò filmù pt. „Gasland”, jaczi je łatwy do nalézeniô w jinternece. Jakno że placu tuwò ni móm za wiele, pòsobno przedstôwióm ùriwczi dialogów. W teksce je prowadnik – narrator. Jem dbë, że ùwôżny czëtińc nie mdze miec tôklu ze zrozmienim kòntekstù w tim dokùmeńce.

66. Tómk Fópka. Na co wëdac sto mëliónów abò môłé piwkò
Wczora mie bòdôj bez zdrzélnik rzeklë, że móm sto mëliónów wëgróné. Złotëch. Pòlsczich. To nie są przesmiéchë.To je czëstô prôwda.
Te sto je do wëdaniô. I tu je kłopòt. Na co. Pòwiéta, że ni ma sprawë. Że doradzyta. Nawetkã chãtno. Że czësto z miłą chãcą. Në… dobrze tej. Dze sëpnąc groszã?
Nôprzódka je mùsz dze wëjachac. Nôlepi w kòsmòs. To gwës mdze wiele kòsztac. Jaczé darënczi dlô tëch z Marsa i Wenus mùszi wząc. Co w jintergalakticznym krómie sprawic. Jaczé gwiôzdowé hiper-òdrzutowé bótë, parfim z merkùrowëch wòniącëch drzéwiãtów czë piestrzéń z kama na Saturnie nalazłégò. Takô wanoga Mléczną Dargą wierã dosc tëli wińdze. Kò nen midzëplanétowi statk mùszi żgrzéc skòpicą… Czej sã ju przëlecy nazôd, samò wëwòłanié òdjimków z piãc tësący przińdze.

67. Lżejsza strona

68. Rómk Drzéżdżónk. Naju w Parlameńce
Në ë pò welacëji!
Tu, w naju malińczi krôjnie Pëlckòwie, frekwencjô wicy jak „sznapsowô” bëła – tak cos wicy jak 40 proceńt Pëlckòwiôków do ùrnë szło, a z ny hùrmë rozmajiti ùrodë kandidatów wëbrało so pòsélców a senatórów do Parlameńtu.
Welacëjô bëła w niedzelã a ju w pòniedzôłk z rena béł kòl mie brifka ze swiéżą gazétą a swòjim nôswiéższim kòmeńtérã.
Dónk, Każi, Staszk, Juri, Doróta, Jark a Tréza, naju Pëlckòwiôcë są w Sejmie – zawòłôł, schôdając z kòła. – A Kazmiérz, Róman a Édmùńd w Senace.
Je to dobrze czë lëchò? – mie nic, tobie nic, spitôł jem sã drëcha.
Mést dobrze, chòc… Jark a Doróta, ti Pisowcë mie nijak nie pasëją. Dónk, Każi, Staszk, Juri, Kazmiérz, Édmùńd a nen Róman z Platfòrmë téż mie ju zbrzëdlë… ale nôwôżniészé, że òni wszëtcë są òd naju.

Edukacyjny dodôwk „Najô Ùczba”

I Janusz Mamelsczi. Òdwôga
III Ludmiła Gòłąbk. Dobri dzéń! – gôdómë pò kaszëbskù
V Alicjô Pioch. Doktór Cenôwa i jegò dzejanié
VIII Hana Makùrôt. Labializacjô samòzwãków o, u, ó

Ponadto w numerze – Dodatek przyrodniczo-ekologiczny „Bogactwo przyrody Kaszub” – Południowe Kaszuby

5. Monika Banaszak. Krajobraz Kaszub południowych – w zgodzie z naturą czy obok natury?
14. Sławomir Lewandowski. Chronić południowe Kaszuby